Pieniądze nie mają znaczenia. Wygląd nie ma znaczenia. Idealistyczne kłamstwa ostatnich lat.

27.8.17

     Ostatnio modne w mediach, jest lansowanie idealistycznych haseł. Jak to wszystkie jesteśmy piękne (chociaż wygląd wcale nie jest ważny, bo przecież liczy się wnętrze), jak to pieniądze nie są potrzebne do szczęścia. W gruncie rzeczy to dobre hasła, jednak przez nie w świadomość tłumu wgryza się przekonanie, że jeśli jednak zależy ci na pieniądzach i wyglądzie to jesteś próżnym materialistą, przez co na pewno jesteś złym człowiekiem.

     Nie trzeba być materialistom żeby wiedzieć, że jeśli marzysz o podróży dookoła świata to właśnie pieniądze mogą ci ja zapewnić. Pogrążamy się w pogoni za pieniędzmi, co z założenia nie jest ani złe ani dobre. Po prostu jest. Zła lub dobra jest ilość trupów po których przejdziemy do celu. Jednak jeśli dużo pracujesz żeby zebrać sobie to parę groszy, ludzie zaczną łączyć cie z wizją zimnego robota bez innych ambicji niż zbieranie zimnych pieniędzy. A przecież za pieniądze nie można kupić szczęścia. Ani zdrowia. To akurat jest moim ulubionym tekstem. Bo jeśli jesteś ciężko chory faktycznie lepiej zdychać jak pies w podrzędnym szpitalu, w którym lekarze nie potrafią nawet cie zdiagnozować, niż móc chociaż spróbować skorzystać z nowinek medycznych które mogą cię uratować. Z drugiej strony, jeśli to sformułowanie pada w kontekście pracy w niezdrowym środowisku to nie sposób się z nim nie zgodzić. W ostatnim czasie umacnia się wzorzec pięknych i bogatych, który jednych do siebie przyciąga, drugich jeszcze bardziej zraża. W ich oczach wizerunek ten jest zakłamany i obłudny. I prawdopodobnie mają oni racje, bo modne jest kierowanie się zasadą "fake it till you make it", - udawaj dopóki tego nie osiągniesz. Skrajności są złe. I w ślepym dążeniu do ideałów i w odrzucaniu ich z równoczesnym twierdzeniem o ich całkowitym braku wartości.

     Podobnie, nie trzeba być próżnym by cenić wygląd. Jestem estetką. Wygląd to dla mnie ważna część życia, ale nie mam na myśli tylko swojego wyglądu. Lubię być otoczona ładnymi rzeczami, spoglądać ukradkiem na ładnych ludzi. Poprawia mi to humor. Chciałabym żeby wszystko było ładne, ale nie jest i nigdy nie będzie. I nie widzę w tym problemu. Wygląd jest tylko jedną z cech na którą zwracam uwagę. Jeśli chodzi o przedmioty użytku codziennego, stawiam go na równi, albo nawet niżej niż funkcjonalność. Jeśli chodzi o ludzi z którymi się przyjaźnię, wcale nie ma znaczenia (ale moi przyjaciele i tak są piękni. I wcale nie piszę tego bo wiem że będą to czytać i chcę mieć plus w ich oczach), gdyby nagle zaczęli chodzić w workach od ziemniaków zamiast ubrań to dalej byliby moimi przyjaciółmi (chociaż nie chciałabym pokazywać się z nimi publicznie, nie róbcie tego, proszę). Jednak jeśli chodziłoby o związek, (zaznaczam że nie jestem odpowiednią osobą do wyrażania opinii o związkach) to postawiłabym wygląd na takiej samej pozycji co resztę cech. Wygląd nie jest bez znaczenia. Ludzie są wzrokowcami i lubią kiedy to co widzą, im się podoba. Podobnie jak w poprzednim przypadku tutaj skrajności również nie są wskazane. Wygląd nie jest i nie powinien być nadrzędną cechą, nie można jednak stwierdzić że nie ma żadnej wartości, bo nasze oczy i tak w ostateczności zwrócą się w stronę piękna, a my pozostaniemy z ukrytym żalem którego przyczyny nawet nie będziemy świadomi.

     Myślę że ładnym podsumowaniem jest założenie że nie można ślepo dążyć do ideałów kreowanych w mediach. Ładnym, ale równie kłamliwym co owe ideały. Nie da się uciec od wszechobecnej propagandy i mitomani, dlatego jedyne co możemy zrobić to postawić na własny kompas moralny i mieć nadzieje że nasze decyzje są dobre. A w ostateczności, jedyna osoba która musi uważać że nasze decyzje są dobre to my sami (dopóki trupy nie wysypują się z szafy, wtedy chyba trzeba się nad sobą zastanowić).
*
*
*
     Back od track, albo i nie. Wakacje mi się kończą (oh, to znaczy mam jeszcze wrzesień, ale zapowiada się że będzie pracowity), także przyszło mi znów usiąść do tego małego, nierozwiniętego fragmentu blogosfery który sobie przygarnęłam. Zaczęłam czuć że to nie moje miejsce, ale trochę szkoda mi z tego rezygnować. Szczególnie że jednak czasem mam coś do napisania, i dobrze jest mieć gdzie to wrzucić nawet jeśli nie jestem zadowolona z owego medium. Mam w głowie inny pomysł, ale jeszcze nie jestem gotowa go realizować. 
Stay tuned, jakby miała się przenosić będę tu informować.
I pewnie na snapchacie: Fireatthesky
i możliwe że też na INSTAGRAMIE.

Brak komentarzy:

Pisząc komentarz, fundujesz uśmiech i motywacje dla autora tekstu :)
Dziękuję za każde słowo :)
Wiedzcie, że pamiętam każdą komentującą osobę, więc możecie też podrzucić link do swojego bloga, a na pewno tam zajrzę :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.