Recenzja - Wielkie Oczy

9.7.17
     Jeśli coś sprzedaje się z napisem FILM TIMA BURTONA na plakacie, to nie może pójść źle.

     Nie dalej jak parę dni temu, wpadłam na obrazy Margaret Keane przeglądając Instagram i od zdjęcia do zdjęcia, w końcu trafiłam na zwiastun filmu jej biograficznego. Zwiastun mi się spodobał, Tim Burton w reżyserii, oraz Amy Adams (w roli głównej) i Krysten Ritter w obsadzie przekonały mnie że powinnam go obejrzeć. Nadszedł wieczór, a ja włączyłam film nie do końca wiedząc na co się piszę.
Od samego początku spodobał mi się soundtrack, nic dziwnego, ponieważ za muzykę do filmu odpowiedzialny jest Danny Elfman (popełnił też utwory do m.in. Pięćdziesięciu twarzy Greya, Alicji w Krainie Czarów i Mission Imposible), oraz Lana Del Rey z piosenką Big Eyes. Następną rzeczą były zdjęcia autorstwa Bruna Delbonnel (Amelia, Mroczne Cienie, Harry Potter i Książę Półkrwi), ukazujące pozornie sielską, przyjemną atmosferę, amerykańskich lat sześćdziesiątych. Scenariusz (Scott Alexander i Larry Karaszewski) pokazuje że wizja ta jest zdradliwa, niczym błyszczący lukier na czerstwym pączku.

     Margaret uciekła z córką od męża który się nad nią znęcał. Mimo że byłaby zdolna zaopiekować się córką, czasy nie sprzyjały samotnym matką. Pojawiła się groźba utraty praw rodzicielskich, na rzecz byłego męża. Z tej paskudnej sytuacji wybawia ją Walter Keanie (Christoph Waltz), przystojny i czarujący malarz. Mimo że nie znają się zbyt długo biorą ślub i Margaret przejmuje jego nazwisko. Walter zaczyna szukać kupców na jej obrazy, przedstawiające dzieci z tytułowymi wielkimi oczami. Wkrótce dzieła zyskują popularność i wszyscy chcą wiedzieć kto jest ich autorem. Widnieje na nich nazwisko Keanie. Skromność Margaret i brak przygotowania do popularności i sławy jaka zaraz miała na nią spłynąć wpędza ją w gąszcz kłamstw. Walter zaczyna podawać się za autora obrazów, bryluje w towarzystwie i zbiera wszelkie pochwały. W końcu okazuje się, że to nie jego pierwsze kłamstwa.

     Czytałam recenzję na filmwebie i była ona dosyć nieprzychylna. Nie zgodzę się z nią. Od początku do końca widać wizję reżysera, która jest skrupulatnie realizowana. Nawet te bardziej dramatyczne sceny przedstawione są w pewien odrealniony, słodko-gorzki sposób. Nie sądzę też że można przyczepić się do roli Amy Adams. Jej kreacja jest śliczna, dobrze oddaje charakter postaci która godzi się żyć w cieniu męża. Wszystkie postacie zdają się być bardziej wyraziste od niej. To dobrze pokazuje co sprawiło że malowała na strychu. Na początku wspomniałam o Krysten Ritter, nie gra dużej roli, pojawia się na ekranie może 20 minut, w dodatku wydaje mi się że za każdym razem gra w ten sam sposób. Jednak zupełnie mi to nie przeszkadza, przecież dobrze wpasowuje się w tło i pasuje do całokształtu. Nie powinnam też pomijać Christopha Waltza. Postać Waltera irytuje mnie od jego pierwszych słów. Nie znam jego stylu, więc ciężko mi powiedzieć czy problem tkwi w jego grze aktorskiej, czy jest to celowy zabieg. Walter wydaje się tak bardzo sztuczny, że aż nie potrafię wyobrazić sobie, że ktoś mógłby uwierzyć w jego kłamstwa i dać mu się zmanipulować. Ale może o tak przerysowaną postać chodziło. W każdym razie, nie przypadł mi do gustu.

     Podsumowując, muzyka na plus (piosenka Lany jest tak czarująca), zdjęcia na plus i scenariusz również na plus. Po seansie byłam pełna podziwu dla tego jak Margaret Keanie ładnie poradziła sobie z Walterem. Aż ma się ochotę przybić tej staruszce piątkę.

 I think what Keane has done is terrific!  If it were bad, so many people wouldn’t like it.
- Andy Warhol

     Chciałabym także zaprosić na stronę https://www.keane-eyes.com, na której znajdziemy parę słów o pani Margaret, a także przejrzeć inne jej dzieła. Warto.


Do zobaczenia wkrótce ♥


Wszystkie obrazy pochodzą ze strony https://www.keane-eyes.com/ i należą do ich prześwietnej autorki Margaret Keanie.


Brak komentarzy:

Pisząc komentarz, fundujesz uśmiech i motywacje dla autora tekstu :)
Dziękuję za każde słowo :)
Wiedzcie, że pamiętam każdą komentującą osobę, więc możecie też podrzucić link do swojego bloga, a na pewno tam zajrzę :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.